Archiwa kategorii: lifestyle

Co to znaczy być „prawdziwym” mężczyzną we współczesnym świecie?

fenerbahce-1165230_1280

Już w 1975 r. Danuta Rinn pytała:„Gdzie Ci mężczyźni, prawdziwi tacy? Orły, sokoły, herosy?” W roku 2016 podobne pytania zadają kobiety „w internetach” czy dyskusjach z koleżankami. Oczywiście odpowiedź też mają już gotową. Poza Danielem Craigiem i kilkoma innymi hollywoodzkimi gwiazdorami – dziś prawdziwych mężczyzn już nie ma (nie mylić z cyganami i piosenką Maryli Rodowicz). Czy oby na pewno? I co to w ogóle znaczy być prawdziwym mężczyzną? Oto co ja mam w tej kwestii do powiedzenia.

Maska twardziela

„Prawdziwi mężczyźni nie jedzą miodu, tylko żują pszczoły”

– to jedno z moich ulubionych powiedzeń pokazujące klasyczne podejście do męskości. Facet musi być twardy, odporny na ból, nie okazujący emocji i broń Boże nie wolno mu zapytać o drogę. Samemu trzeba ją odkryć, nawet jeśli błądzenie po nieznanym terenie zajmie 3 dodatkowe godziny lub skończy się nadzianiem na widły przez lokalnych rolników.

W roku 1999 powstał świetny film dokumentalny: Tough Guise: Violence, Media & the Crisis in Masculinity, pokazujący jak wypaczoną wersję męskości kreują media. Oczywiście współcześnie trendów jest znacznie więcej. Przez moment była (jest?) moda na bycie mężczyzną metroseksualnym, potem lumberseksualnym i pewnie kolejne, które umknęły mojej uwadze. Ale podstawowy model męskości dotyczący siły, brutalności i nie okazywania emocji wciąż jest na topie.

Wszechstronna kompetencja w pracach fizyczno-życiowych

Dodajmy do tego, że prawdziwy mężczyzna to też drwal i majsterkowicz, który potrafi zerżnąć … potężne drzewo, a potem wystrugać z niego mebel. Powinien też umieć wykonywać prace elektryczne w domu i mieć krzepę by nosić swoją kobietę na rękach przez pół dnia, bez względu na to ile magnumów wcześniej zjadła.

Oczywiście troszeczkę przesadzam, ale jeśli w podobny sposób sformułujemy oczekiwania wobec prawdziwego mężczyzny, to faktycznie ja się do tego grona nie zaliczam i podejrzewam że 4,5 miliarda innych facetów również.

Jeśli mężczyzna nie potrafi wbić gwoździa w ścianę czy skręcić mebla z Ikei, to jest to do pewnego stopnia żenujące. Uważam jednak, że kobiety również powinny wykazywać podstawowe kompetencje w tym zakresie. Moja Żona świetnie radzi sobie  w tego typu zadaniach (może nawet lepiej ode mnie) i zarówno swojego synka jak i córkę będziemy chcieli tego nauczyć.

Główne cnoty męskości

W moim rozumieniu tego, co oznacza bycie mężczyzną najważniejsze są trzy cnoty:

1. niezależność

Dla mnie mężczyzna powinien znać swoje wartości i umieć się nimi kierować niezależnie od współczesnych trendów czy różnych „grup nacisku” – rodziny, kolegów czy przekazów medialnych.

Jeśli ktoś mi mówi, że prawdziwy mężczyzna powinien być taki, a takim mu być nie wolno, to słucham z uwagą, a potem patrzę na ile wpisuje się to w moje wartości. Czasami jest to z nimi spójne i biorę to dla siebie, a czasami odrzucam, jak nietrafiony prezent.

Niezależność mężczyzny objawia się dla mnie w myśleniu, wyciąganiu wniosków, tworzeniu spójnej wizji swojego życia. Niekoniecznie w umiejętności upolowania dzika. Nie chodzi mi bowiem o samowystarczalność (mężczyzna sam potrafi zapewnić sobie wszystko czego potrzebuje do przeżycia) tylko o umiejętność kierowania swoim życiem. Nie potrzebuję umieć wybudować domu swoimi dłońmi – mogę do tego wynająć ekipę, która zna się na tym znacznie lepiej ode mnie. W żaden sposób nie uwłacza to mojej męskości. Warto znać granice swojej kompetencji. Jakby wieczorową porą zaczepił mnie dres i widziałbym, że gadką się z tego nie wykręcę – to bez skrępowania wziąłbym nogi za pas i zaczął nimi czym prędzej przebierać. Nie widzę nic wstydliwego w ucieczce przed walką, której się nie da wygrać. Nie widzę nic chwalebnego w opuchniętej twarzy i złamanym nosie (przerabiałem to już 2 razy i mi wystarczy) po próbie podjęcia nierównej walki.

Właśnie trzymanie się takich fałszywych zasad jak: „Prawdziwy mężczyzna nigdy nie płacze / ucieka / poddaje się” uważam za przejaw braku niezależności myślenia i zarazem deficytu męskości.

Brak niezależności jest dla wielu mężczyzn bardzo bolesny. Jeśli za każdym razem muszą się kogoś o coś pytać, czy mogą to zrobić albo czy na pewno to nie będzie komuś przeszkadzało itd., to często czują się jak wykastrowani, czyli właśnie pozbawieni męskości.

2. siła

Niewątpliwie męskość kojarzy się z siłą. Mnie również. Siła fizyczna, mięśnie i muskuły są nie bez znaczenia. Mają one bowiem wpływ nie tylko na to, jaki ciężar facet jest w stanie udźwignąć. Wpływają też na jego pewność siebie, samopoczucie, to jak się zachowuje w towarzystwie itd. W rozwoju osobistym często koncentrujemy się na rozwoju umysłu i ducha, a zapominamy o ciele, które też jest ważne.

Jednak jeszcze istotniejsza jest dla mnie siła psychiczna – stabilność emocjonalna, czyli umiejętność radzenia sobie ze swoimi emocjami i nie ulegania im. Boję się, ale pomimo tego strachu potrafię działać. Jest mi smutno, ale nie będę teraz siedział całego dnia użalając się nad sobą, tylko zrobią coś, by poczuć się lepiej.

Warto zaznaczyć, że stabilność emocjonalna jest czymś innym niż dystans emocjonalny, czyli próba udawania że nic nie czuję albo że nic mnie nie rusza. Moim zdaniem o wiele lepiej jest mieć kontakt z rzeczywistością i własnymi uczuciami. Umieć je nazwać, opowiedzieć o nich. To pozwala nimi zarządzać. Dlatego postacie odgrywane przez Clinta Eastwooda niekoniecznie wpisują się w mój ideał mężczyzny. Wolałbym żeby każdy tato bez wysiłku potrafił powiedzieć swojemu synowi, że go kocha, a nawet cmoknąć go w czółko.

Siła to dla mnie również odporność. Umiejętność radzenia sobie z nieprzychylnymi komentarzami. Jak mówi inny bliski mi cytat:

„Rób swoje, a potem rozłóż parasol i pozwól się opluwać”.

Nie ma się co przejmować opiniami ludzi, którzy nic dla nas nie znaczą. Mężczyzna powinien również radzić sobie z wynikami, które nie są tak dobre, jak się oczekiwało. Mieć świadomość, że droga do sukcesu to proces, często żmudny i wymagający cierpliwości.

Jednak przejawem siły jest też przyznanie się do błędu i zawrócenie z drogi, która prowadzi donikąd. Silny i niezależny mężczyzna nie potrzebuje nikomu nic udowadniać i wykazywać się konsekwencją w sytuacjach, w których aż się prosi o zmianę decyzji. Zna też swoje słabości i współpracuje z ludźmi, którzy potrafią je uzupełnić.

3. zdecydowane działanie

Bardzo cenię umiejętność podejmowania „męskich decyzji”, czyli szybkich wyborów na podstawie dostępnych informacji. Nawet jeśli ta decyzja nie jest najlepsza, to „prawdziwy” mężczyzna nie zastanawia się nad czymś godzinami. Wybiera najlepszą dostępną strategię, działa i wyciąga wnioski. Jeśli trzeba, to zmienia strategię. Uczy się na błędach, swoich i innych. Wykazuje się inicjatywą / proaktywną postawą. Nie czeka aż inni zrobią coś za niego, tylko samodzielnie proponuje rozwiązania. Zamiast fantazjować o tym, jak wspaniale mogłoby być z kobietą, która wpadła mu w oko, pomimo że boi się odrzucenia, podchodzi i zagaduje. Licząc się z tym, że jest duża szansa, że dostanie kosza. To jednak nie jest ważne. Sama próba nawiązania kontaktu jest godna pochwały, bo pokazuje odwagę , odporność psychiczną i właśnie zdecydowanie.

Oczywiście w podejmowaniu decyzji dużo ważniejsze jest to, żeby były trafne a nie tylko szybkie. W moim idealne mężczyzny nie ma impulsywnego, nieprzemyślanego działania, byle tylko móc się wykazać podejmowaniem „męskich decyzji”. Zawsze warto odwołać się do logicznych argumentów i zapytać bardziej doświadczone osoby o zdanie. Pisząc o zdecydowanym działaniu myślę o takiej sytuacji, gdy wszystkie najważniejsze informacje są już sprawdzone. Da się stwierdzić, które rozwiązanie jest najlepsze z dostępnych. I wtedy bez niepotrzebnego deliberowania męski mężczyzna bierze się do działania i nie ogląda się co chwilę wstecz, zastanawiając czy może jednak zrobić coś innego. Działa aż dojdzie do konkretnego etapu, w którym może ocenić skuteczność obranej strategii.

Podsumowanie

Wbrew temu, co można usłyszeć w piosenkach, prawdziwi mężczyźni istnieją. Nie istnieją książęta z bajki na białych rumakach. Niewielu jest też twardzieli, którzy wszystko zniosą i wszystko są wstanie zrobić przy pomocy skrzynki z narzędziami. Mężczyźni z piwnym brzuchem, nie potrafiący obsługiwać wiertarki czy bojący się podejść do atrakcyjnej kobiety są jak najbardziej prawdziwi. Dużo prawdziwsi niż ci z kobiecych i męskich fantazji. Prawdziwy mężczyzna to człowiek nieidealny, mający problemy ze sobą i światem. Jednak to co w moim przekonaniu odróżnia go od mężczyzny „mało męskiego” to niezależność, siła i zdecydowane działanie. Niezależność, która pozwala samemu wybrać swoje wartości i najlepszą drogę do ich realizowania, bez względu na to co mówią inni. Siła, która umożliwia wytrwałe dążenie do celu i osiąganie kolejnych sukcesów, ale też przyznanie się do błędu i słuchanie mądrzejszych od siebie. Zdecydowane działanie, czyli wykazywanie się inicjatywą i wykonywanie kolejnych działań mimo ryzyka niepowodzenia.

Jeśli skończymy stawiać mężczyznom (i kobietom również) nierealistyczne standardy, którym niemal nie da się sprostać, a skupimy się na tym, co da się zrobić i czego da się nauczyć – świat będzie lepszym miejscem. I dla mężczyzn i dla kobiet.

Czego sobie i Wam serdecznie życzę.

podpis popraw 2

Dlaczego kobiety i mężczyźni mają inne podejście do miłości, seksu i związków?

chess-1155418_1280

„Mężczyźni myślą tylko o jednym”. „Kobietom zależy tylko na kasie”. We współczesnym świecie istnieje wiele stereotypów przypisywanych obu płciom w kontekście romantycznych lub seksualnych relacji. Skąd te przekonania się biorą? Czy jest w nich ziarno prawdy? Przekonajmy się.

 

Zanim przejdziemy do bardziej naukowych rozważań, weźmy pod lupę kilka przykładów z życia.

 

„Gdzie stoją”, tirówki i tirówek

Czy słyszałeś o aplikacji mobilnej: ”Gdzie stoją”? Gdy znajomy mi o niej powiedział, byłem przekonany, że chodzi o zaznaczanie na mapie, gdzie stoją patrole policyjne, by wiedzieć, kiedy zdjąć nogę z gazu. Tym czasem ta aplikacja pomaga w czymś zupełnie innym.

Cytując wygooglowany opis ze ‘strony producenta’

Na naszej stronie dowiesz się gdzie stoją tirówki, prostytutki. Zapraszamy! :).

Kierowcy zaznaczają na mapie, gdzie stoją panie lekkich obyczajów i polecają lub odradzają innym kierowcom skorzystanie z usług konkretnej ‘tirówki’, poprzez wpisywanie komentarzy.

Nie dysponuję badaniem, które by to potwierdziło, ale myślę że możemy realistycznie przyjąć, że 99% z klientów to mężczyźni, a 99% z (osób) świadczących usługi to kobiety. Samo słowo tirówka nie ma męskiego odpowiednika w języku polskim. Wątpię też, by taki ‘tirówek’ znalazł dużo pracy.

Przykład ten pokazuje, że faktycznie są tacy mężczyźni, który sporo myślą o seksie, a nawet przechodzą od słów do czynów i to z mniej lub bardziej przypadkowymi partnerkami.

Blachary i sponsoring

Przyjrzyjmy się teraz innemu polskiemu fenomenowi – blacharom. Wszyscy chyba kojarzą blachary, czyli młode kobiety (czy wręcz dziewczyny), które obficie ślinią się na widok pięknych samochodów i trochę mniej oglądając ich właścicieli. Faktem jednak pozostaje, że mężczyzna w pierwszej kolejności oceniany jest przez pryzmat wielkości swojego… auta.

Kolejny przykład to sponsoring. Nie mam tutaj na myśli pozyskiwania nagród rzeczowych lub pieniężnych w zamian za promocje np. na konferencji. Myślę o sponsoringu erotycznym, w którym to młoda kobieta / dziewczyna, w zamian za to że od czasu do czasu prześpi się ze starszym, kasiastym mężczyzną, dostanie od niego biżuterię, albo czynsz za mieszkanie będzie mogła opłacić „w naturze”. Znów, dużo rzadziej będziemy mieli do czynienia z sytuacją odwrotną, kiedy to bogata starsza kobieta znajduje sobie „utrzymanka”.

Płodność vs zasoby

Skąd więc biorą się różnice w działaniu kobiet i mężczyzn? Stoją za nimi bardzo podstawowe mechanizmy, które świetnie opisuje psychologia ewolucyjna.

Rozprawmy się najpierw z mężczyznami. Co ich najbardziej pociąga w kobietach? Wysublimowany gust? Ostry jak brzytwa intelekt? Nie.

Ciało. Konkretnie nagie ciało. Nagie, młode, wysportowane, zgrabne, proporcjonalne ciało z dużymi piersiami. Na ten widok mężczyźni wystawiają język tak daleko, że przechodząc obok można się o niego potknąć.

Co wszystkie te cechy kobiecego ciała mają ze sobą wspólnego? Są oznakami płodności.

Dlaczego nagie ciało nas podnieca? Bo gładka skóra, w naturalnych kolorach, bez brzydkich przebarwień, stanów zapalnych czy pasożytów jest oznaką zdrowia.

Proporcjonalne ciało, czyli takie które ma odpowiedni wskaźnik talia-biodra, oznacza z kolei, że kobiecie (stosunkowo) łatwo będzie urodzić dziecko.

Duże piersi? Będą pomocne w karmieniu potomstwa.

Zgrabność i wysportowanie? Również świadczą o zdrowiu, a także przydadzą się przy opiece nad dziećmi.

Młodość? Daje dużo większe szanse na urodzenie zdrowych dzieci.

Mimo iż mężczyźni tak tego nie analizują, to jako najbardziej seksowne są najczęściej odbierane przez nich te kobiety, które w widoczny sposób odznaczają się płodnością. Jest to do pewnego stopnia zabawne, bo dla wielu z tych mężczyzn ostatnią rzeczą, którą chcieliby zobaczyć po upojnej nocy, jest pozytywny wynik testu ciążowego. Podświadomie jednak, zgodnie z rozwiniętym przez dziesiątki tysięcy lat instynktem, atrakcyjność kobiety łączą z płodnością. Ładne kobiety będą bardziej pociągające niż te inteligentne. Nie ma co mieć o to pretensji do mężczyzn, bo to nie jest ich wybór. Tak zdecydowała za nich ewolucja.

Teraz przejdźmy do pań. Dla płci pięknej liczą się zasoby, zasoby i jeszcze raz zasoby. Nie chodzi tylko o pieniądze, czy szerzej zasoby materialne. Ważne są wszystkie te elementy, które wpływają na to, że będą miały za co wyżywić siebie i dzieci. Weźmy takiego studenta medycyny. W wieku 25 lat może jeszcze nie mieć zgromadzonego majątku ani nie zarabiać. Ale jeśli dobrze się uczy, jest inteligentny i potrafi się dogadywać z ludźmi, to dobrze rokuje. Może nie ma odpowiednich zasobów już teraz, ale jest realna szansa, że za kilka lat będzie przynosił do domu worki z pieniędzmi. Może więc warto związać się z nim, zamiast z kasjerem z supermarketu, który choć zarabia już teraz, to ma niewielkie szanse, by zarabiać więcej (nie zmieniając pracy).

Nie bez znaczenia są fizyczne zasoby  potencjalnego partnera . Atrakcyjny wygląd świadczy o zdrowiu i ‚dobrych genach’. Fizyczna siła,  wysportowanie czy dobra kondycja pozwalają wierzyć, że mężczyzna pożyje wystarczająco długo, by pomóc w wychowaniu dzieci i zapewnieniu bezpiecznego życia.

Poczucie humoru, kreatywność, umiejętność prowadzenia rozmowy czy słuchania to też ważne zasoby, które zwiększają atrakcyjność mężczyzny w oczach kobiety. Te przymioty świadczą z kolei, że życie z takim facetem będzie przyjemne i ciekawe. Jednak z ewolucyjnego punktu widzenia dużo istotniejsze są zasoby materialne lub te cechy, które bezpośrednio przekładają się na ich generowanie (pracowitość, spryt itd.). Nie ma się więc co dziwić paniom, że do pewnego stopnia faktycznie lecą na kasę. Mają to wpisane w geny.

Strategia R i K

W naturze znane są 2 strategie rozrodcze – R i K.

W strategii „R” należy wyprodukować jak najwięcej potomstwa, licząc na to, że przynajmniej jego część przeżyje. Im więcej tym lepiej. Idziemy w ilość. Przykładem takiego nastawienia mogą być ryby, które wypuszczają mnóstwo jajeczek.

Strategia „K” działa zupełnie inaczej. Zamiast stawiać na ilość, koncentruje się na jakości. Samice wydają na świat niewiele potomstwa, ale opiekują się nim i robią wszystko, żeby przetrwało. Człowiek jest prawdopodobnie najbardziej ekstremalnym przykładem tej strategii. Większość ciąż jest pojedyncza. Inne ssaki też się w nią wpisują. Nawet jeśli w miocie kotów mamy  7 miauczących, puchowych kulek, to jest to stosunkowo niewiele w porównaniu z tysiącami jajeczek ryb, płazów czy owadów.

Każda ze strategii ma swoje zalety i wady. W nieprzewidywalnym środowisku, gdzie warunki się zmieniają i pomimo najlepszej opieki nad potomstwem może ono łatwo umrzeć – lepiej może zadziałać strategia R – bo mamy więcej szans (ilościowo), że chociaż część z naszych potomków przetrwa i przekaże nasze geny dalej. Z kolei w stabilnych środowiskach sensowniejsza może się okazać strategia K, bo co z tego że wyprodukujemy 200 „dzieci”, jak wszystkie umrą bez naszego wsparcia. Lepiej jest stworzyć 2-3 potomków i zatroszczyć się o ich przetrwanie.

Co te strategie mają wspólnego z podejściem kobiet i mężczyzn do miłości, seksu i związków? Bardzo dużo. Mimo że jako gatunek wpisujemy się w strategię „K” kobiety zdecydowanie preferują podejście K, a mężczyźni R. Z prostego powodu.

Gdy kobieta zajdzie już w ciążę, z punktu widzenia ewolucji i przekazywania swoich genów, nie ma dla niej sensu uprawianie seksu z kolejnymi mężczyznami. I tak nie zwiększy to liczby jej potomstwa. Dodatkowo kobiety dużo uważniej dobierają swoich partnerów. Gdyby spały z kim popadnie, to często ich komórki jajowe byłyby zapładniane przez „nasienie słabej jakości”. Przez 9 miesięcy nie mogłyby pozyskać „lepszego nasienia”, a dzieci poczęte przez „kiepskich dawców spermy” byłyby głupie, słabe i miały małe szanse na przetrwanie  lub znalezienie sobie partnera i przekazanie genów do następnego pokolenia.

Popatrzmy teraz na mężczyzn. Oni takich ograniczeń nie mają. Nawet jeśli dojdzie do poczęcia dziecka z jedną kobietą, nic nie stoi na przeszkodzie, żeby następnego dnia (albo jeszcze tego samego) kopulować z kolejną. I rozsiewać swoje nasienie przez okrągły rok, za każdym razem do innego „naczynia”. Znów, z ewolucyjnego punktu widzenia, jest to jak najbardziej racjonalne i sensowne zachowanie. Nawet jeśli „naczynie” nie jest szczególnie urodziwe (czytaj. mniej zdrowe i płodne) i/lub inteligentne (czytaj. gorzej się będzie opiekowało potomstwem), to nic nie szkodzi. Nasienia jest pod dostatkiem i jeśli z niektórych doniczek nic nie wyrośnie, albo po wyrośnięciu długo nie pożyje – to przecież mam w odwodzie dużo innych wehikułów swoich genów.

Dlatego mężczyznom opłaca się współżyć niemalże z kim popadnie – pod warunkiem że dany osobnik nie jest ewidentnie chory i mógłby czymś zarazić. Stąd zdrady w związkach dokonywane są dużo częściej przez mężczyzn, bo ich program biologiczny bardzo silnie ich do tego namawia.

Do pewnego stopnia tę pierwotną potrzebę hamują różnego rodzaju normy:

a) religijne (uprawianie seksu nie ze swoją żoną to grzech i będziesz się za to smażył w piekle),

b) społeczno-etyczne (zdradzający mąż to świnia, gnida, podły człowiek, oszust od którego wszyscy powinni się trzymać z daleka),

c) prawno-ekonomiczne (jak mąż zdradza, to sąd orzeknie rozwód z jego winy i kobieta przejmie dużą część jego majątku lub będzie musiał płacić alimenty).

Jednak potrzeba do uprawiania seksu z wieloma różnymi kobietami tkwi w mężczyznach bardzo głęboko i czasami instynkt bierze górę nad wychowaniem i ucywilizowaniem.

Wyjaśnienie to nie usprawiedliwienie

Proszę mnie dobrze zrozumieć. W tym artykule bynajmniej nie staram się usprawiedliwić zdradzających swoje partnerki mężczyzn. Zdrada jest czymś podłym. Krzywdzi nie tylko żonę / partnerkę, ale często też dzieci, rodziców (swoich, a zwłaszcza partnerki) i pośrednio też wspólnych znajomych.

Ta krzywda często ma też poważne konsekwencje i albo kończy się rozpadem związku albo pozostawia w nim ranę, która już nigdy do końca się nie zagoi.

Chwila przyjemności nie jest warta ranienia wszystkich osób, które kochamy. Odparcie ewolucyjnie napędzanej pokusy najczęściej nie jest też tak trudne i zdecydowana większość mężczyzn (jeśli nie wszyscy) potrafi to zrobić. Tylko nie zawsze chce. Łatwiej jest się poddać zachciance. Zwłaszcza tej głęboko zapisanej w genach.

Warto jednak mieć świadomość, jaki podstawowy mechanizm stoi za zdradą.

Podsumowanie

Odpowiadając na pytanie zawarte w tytule: to ewolucja zadecydowała o innym podejściu kobiet i mężczyzn do miłości, seksu i związków. Mężczyznom, zgodnie ze strategią „R” opłaca się rozsiewać swoje geny na prawo i lewo, bo to zwiększa szansę na odniesienie przez nich sukcesu rozrodczego, czyli „wyprodukowanie” jak największej ilości osobników z ich genami. Kobiety z kolei, przez to że przez 9 miesięcy ciąży są „zamknięte” na inne możliwości rozrodcze, uważniej dobierają partnerów i są mało zainteresowane seksem podczas bycia w ciąży.

 

Wnioski na przyszłość

Jakie są z tego praktyczne implikacje?

A. Dla kobiet

1. To, że Twój mężczyzna reaguje na inne atrakcyjne kobiety (jego wzrok pomknie w stronę urodziwej niewiasty, rozszerzą mu się źrenice lub przyspieszy oddech na widok seksownej kobiety czy nawet będzie miał erekcję), jest zupełnie normalne. Tak został genetycznie zaprogramowany. Dużo częściej będzie to odruchowa niż świadoma reakcja.

2. Czynienie mu wyrzutów z tego powodu, foszenie się bynajmniej nie poprawi waszej relacji. To tak jakby obwiniać psa za to, że nie jest kotem. Okazanie zrozumienia może się okazać dużo lepszą strategią. Nie należy być jednak zanadto pobłażliwą.

3. Warto (wspólnie!) wyznaczyć jasne granice, których Twój mężczyzna nie będzie przekraczał. Kontakt fizyczny z inną kobietą, bardziej zażyły niż uścisk dłoni, przytulenie czy buziak w policzek wydaje się naturalną granicą, której nie należy przekraczać. Ale może dla Ciebie ta linia ograniczenia powinna być ustawiona wcześniej. Porozmawiaj o tym ze swoim partnerem. Czy flirt, czyli rozmowa z podtekstami, która nie przekłada się na „fizyczność” jest dozwolona czy nie? Czy spotkanie się na kawę z inną kobietą wchodzi w grę? Pamiętaj, że choć może Cię kusić, by zakazać wszystkiego po kolei – tak na wszelki wypadek – to jeśli ustawisz granice zbyt ostro, będą one po prostu ignorowane. Stanie się to martwym, nieprzestrzeganym przepisem. Dlatego warto negocjować tak długo, aż wypracujecie rozwiązanie satysfakcjonujące obie strony. Nie bez znaczenia jest też zawód wykonywany przez Twojego mężczyznę. Jeśli pracuje jako sprzedawca i flirt jest dla niego skuteczną techniką sprzedażową, zabronienie mu tego, może się bardzo negatywnie odbić na jego wynikach w pracy.

B. Dla mężczyzn

1. Nie traktuj swojego ewolucyjnego programu jako usprawiedliwienia ani przeznaczenia, którego nie da się uniknąć. Mężczyźni mogą pozostać wierni przez całe życie jednej partnerce i wbrew temu, co mogą Ci powiedzieć „życzliwi koledzy” nie jest to oznaka słabości ani powód do wstydu. Wręcz przeciwnie. Jest to oznaka siły, doskonałego panowania nad sobą, żelaznej samodyscypliny.

2. Nie igraj z ogniem. Jeśli samokontrola nie jest twoją mocną stroną i łatwo ulegasz różnym pokusom – jedzenia słodyczy, odpuszczenia sobie ćwiczeń na siłowni, odkładania spraw na później – to nie wystawiaj się na pokuszenie poprzez obcowanie z pięknymi kobietami, zwłaszcza sam na sam i to w niezawodowych kontekstach. Myślenie, że przecież w odpowiednim momencie dasz radę się wycofać zgubiło i zrujnowało (karierę polityczną, sytuację rodziną czy finansową) już niejednego mężczyznę.

3. Porozmawiaj ze swoją kobietą o swoich potrzebach. Tak, wiem że rozmowa o uczuciach i potrzebach może Ci się wydawać niemęska. Że to domena kobiet. A Ty jako twardziel niczym nie powinieneś się przejmować i zamiast miodu żuć pszczoły. Ja jednak zupełnie inaczej definiuję to, co jest męskim zachowaniem. Dla mnie zachowujesz się męsko wtedy, kiedy działasz zgodnie ze swoimi wartościami i nie przejmujesz się tym, co inni próbują Ci narzucić. Również czy może przede wszystkim twoi koledzy. Gdy na spokojnie powiesz swojej kobiecie, na jakie ograniczenie swojej wolności się zgadzasz, a co z kolei trudno Ci będzie zaakceptować, to oszczędzi to wam sporo kłótni i nieporozumień.

Czego serdecznie wam życzę.

podpis popraw 2

Bardzo nieromantyczna koncepcja miłości

couple in love

Nie zakochujemy się w ludziach ani nawet w ich wyidealizowanych obrazach. Zakochujemy się w emocjach, które nam te osoby dostarczają. W tym, jak sprawiają, że się czujemy. Gdybyśmy znaleźli innego człowieka albo nawet robota, który potrafiłby wywołać w nas te same stany, jego również moglibyśmy pokochać. Jak to możliwe? Odpowiedź znajdziesz w artykule.

Zanim przejdę do zaprezentowania swojej ‘bardzo nieromantycznej koncepcji miłości’, pokażę inny dominujący pogląd na miłość.

Androgyne i koncepcja dwóch połówek

Jeden z nich jest tak stary jak europejska kultura.  Zapoczątkował go Platon, opisując mit o adrogyne. Dawno, dawno temu, w czasach, których nie pamiętają nawet najstarsi górale, ludzie wyglądali zupełnie inaczej. Mieli dwie głowy, cztery ręce i cztery nogi. Byli tak potężni, że nawet bogowie się ich obawiali. Z tego też powodu nieśmiertelne istoty zdecydowały, że ludzi trzeba osłabić. Pod osłoną nocy dokonali brutalnego przecięcia, w wyniku którego z jednego pełnego człowieka, powstało dwoje niekompletnych. Dodatkowo bogowie porozrzucali ludzi po różnych zakątkach świata. Od tej pory mężczyźni i kobiety szukają swojej drugiej połowy, by się z nią złączyć i znów być jednością.

Koncepcja znalezienia „tej jedynej” czy „tego jedynego” została dodatkowo wzmocniona w romantyzmie, w którym gloryfikowano cierpienie wynikające z nieszczęśliwego zakochania. Werter wolał popełnić samobójstwo niż znaleźć dla siebie inną kobietę.

Wiele współczesnej dzieł  wpisuje się w tę tradycję. Hollywoodzkie filmy, różnego rodzaju książkowe romansidła (z wampirami lub pejczami) czy też teksty piosenek. Nic więc dziwnego, że koncepcja miłości, w której musimy odszukać „swoją drugą połówkę” tak wrosła się w naszą kulturę, że wielu osobom nawet nie przychodzi do głowy, że może być inaczej.

„Bardzo nieromantyczna koncepcja miłości”

Moja koncepcja opiera się na zupełnie innych założeniach, często przeciwstawnych do „połówkowej” teorii.

Po pierwsze: po świecie nie krąży jedna osoba, która jest nam przeznaczona. Nie jest tak, że w życiu można się tylko raz naprawdę zakochać, a cała reszta to pic na wodę i fotomontaż. W ciągu życia możemy „prawdziwie kochać” wiele różnych osób.

Po drugie: nie zakochujemy się w osobach, lecz w emocjach, które nam te osoby dostarczają.

Subtelne lingwistyczne rozróżnienie? Wręcz przeciwnie. To dwa zupełnie różne podejścia. Klasyczne zakłada, że kochamy konkretnego człowieka. „Bardzo nieromantyczna koncepcja” mówi, że najbardziej interesuje nas nie człowiek, lecz to jakie emocje w nas wywołuje. Na początku znajomości wiemy bardzo niewiele o drugim człowieku. Jeśli jednak spotkamy osobę odpowiednio atrakcyjną fizycznie (wzbudza w nas pożądanie seksualne) oraz emocjonalnie (potrafi nas rozbawić, zafascynować, sprawić że czujemy się wyjątkowi), to potrafimy szybko się w niej zakochać. To, czego o niej nie wiemy, wypełniamy swoimi fantazjami o idealnym partnerze. Działa tu klasyczny efekt aureoli – widzimy jedną dobrą cechę i od razu zakładamy, że skoro ktoś jest przystojny / piękny, to jednocześnie jest mądry, uczciwy, pracowity itd.

Pomysł że zakochujemy się nie w prawdziwym człowieku, lecz jego wyidealizowanej wersji dla wielu osób nie będzie odkrywczy. „Bardzo nieromantyczna koncepcja” idzie o krok dalej. Twierdzi, że nie tyle zależy nam na pokochaniu drugiego człowieka i związku z nim, ale na odpowiednim zestawie emocji, które w nas ten człowiek wywołuje. Gdybyśmy znaleźli innego człowieka, który działa na nas w podobny lub nawet silniejszy sposób, to jego też możemy „pokochać”. Czytaj, jesteśmy w stanie kochać jednocześnie kilka osób, jeśli każda z nich potrafi wprowadzić nas w odpowiedni stan.

Miłość do maszyny

Pójdźmy jeszcze o krok dalej. Wiele związków zaczyna się obecnie w internecie, na portalach randkowych typu Sympatia itp. Mamy na nich możliwość zobaczenia, jak ktoś wygląda … a dokładniej jak się prezentuje wyfotoszowowana wersja tej osoby. Możemy też zacząć rozmawiać, najpierw za pośrednictwem portalu, a potem „bardziej intymnych” smsów. W wyniku takich rozmów nieraz dochodzi do pojawienia się silnych uczuć w stosunku do osoby, której się nie widziało na oczy. Niektórzy ludzie zakochują się przez internet, nie wiedząc do końca w kim. Lub czym. Przeprowadzono bowiem kilka eksperymentów na tego typu portalach, gdzie specjalnie zaprogramowany komputer flirtował z kobietami i mężczyznami i skutecznie je uwodził. Na zdjęciach na swoim profilu nie pokazywał oczywiście procesora czy płyty głównej, ale wysportowane, seksowne ciałko wypożyczone z istocka. Dorośli mężczyźni i kobiety potrafili zakochać się w maszynie … a dokładniej potrafili się zakochać w emocjach, których źródłem był komputer. Bowiem zgodnie z „bardzo nieromantyczną koncepcją” w miłości nie jest ważna osoba czy obiekt, ale emocje zakochania, które w nas się pojawiają.

A co jeśli „bardzo nieromantyczna koncepcja” jest prawdziwa?

Zdaję sobie sprawę, że to dość kontrowersyjna teza i użyte przeze mnie argumenty nie będą dla wszystkich (zwłaszcza natchnionych romantyczek i romantyków) wystarczająco przekonujące, by zmienić swoje zdanie na temat miłości. Przyjmijmy jednak chociaż na chwilę, że tak faktycznie jest. Możemy się zakochać w każdym, kto potrafi wywołać w nas odpowiedni zestaw emocji. Z czego ten zestaw się składa? Dla każdego może on się trochę różnić, ale najczęściej będzie zawierał takie komponenty jak: pożądanie, podekscytowanie, omnipotencję (mogę wszystko / wszystko jest możliwe / „all you need is love”), intymność / bliskość, poczucie bezpieczeństwa itd.

Czy w związku z tym, heteroseksualny mężczyzna może się zakochać w innym mężczyźnie? Jak najbardziej. Pod warunkiem, że ten będzie wyglądał, jak atrakcyjna kobieta i w żaden sposób nie da po sobie poznać, kim jest naprawdę. Dokładnie taką historię znajdziemy w filmie [spoiler alert!] M. Butterfly z Jeremy’m Ironsem. Albo reality show „Wszystko o Miriam”.

Czy to dobra czy zła wiadomość, że nie tyle kochamy drugiego człowieka, co emocje, które w nas wywołuje? Ocena zależy od innych naszych przekonań.

Z jednej strony ktoś może w „bardzo nieromantycznej koncepcji miłości” znaleźć usprawiedliwienie do zdrady swojego partnera. Przecież „ja ją/ jego tak naprawdę nie kocham”, „mogę znaleźć sobie kogoś innego, kto we mnie wywoła stan zakochania/miłości”. Jeśli jednak komuś, tak jak mnie, bliskie są chrześcijańskie wartości i gdy już się ożenił / wyszedł za mąż nie dopuszcza możliwości związania się z kimś innym, ta koncepcja może być bardzo pomocna. W jaki sposób?

Popraw, nie porzucaj

Skoro miłość to zestaw emocji, które czujemy pod wpływem pewnej osoby, możemy pośrednio wpływać na to czy i jak mocno kogoś kochamy. Co prawda „serce nie sługa” i nie możemy sobie rozkazać kogoś kochać czy wzmocnić to uczucie. Jesteśmy jednak w stanie stworzyć odpowiednie okoliczności, w których każdą ze składowych miłości poczujemy silniej w towarzystwie bliskiej nam osoby.

Jeśli mężczyzna widuje swoją kobietę w domowych warunkach, w których przeważnie chodzi ona nieuczesana, niepomalowana i w przetartych dresach nic dziwnego, że silniejszym pożądaniem będzie reagował na „obce”, zadbane i wypachnione kobiety.

Jeśli kobieta widzi swojego mężczyznę jak ten drapie się po tyłku, dłubie w nosie czy ściąga śmierdzące skarpetki i rzuca je koło łóżka, nic dziwnego że inni faceci mogą sprawiać wrażenie atrakcyjniejszych.

Jeśli więc mężowie chcą bardziej kochać swoje żony, mogą zasponsorować im wyjście do kosmetyczki czy na szkolenie wizerunkowe, na którym kobiety uczą się dobierać makijaż i ubrania do swojego typu urody. Inna strategia to powiedzenie wprost o swoich potrzebach „bycia mężczyzną”, a więc możliwości decydowania czy wręcz dominowania, przynajmniej w niektórych elementach związku. Facet, który o wszystko musi pytać swoją żonę o pozwolenie, będzie się czuł jak kapeć.

Jeśli kobiety chcą bardziej kochać swoich mężów, niech wprost powiedzą na czym im zależy w sypialni i co sprawia, że czują się wyjątkowe. Drogie Panie, jeśli liczycie na realne efekty, to subtelne aluzje z pewnością ich nie zagwarantują. Jednoznaczne, dobitne sformułowania. Ewentualnie demonstracja w zwolnionym tempie. To powinno zadziałać.

Choć „bardzo nieromantyczna koncepcja” odziera miłość z duchowej warstwy i sprowadza ją do odczuwanych stanów emocjonalnych, uważam że jest ona bardzo optymistyczna. Pozwala bowiem popracować nad związkiem i wywoływaniem określonych uczuć, zamiast stwierdzić, że się niedopasowaliśmy i pora znaleźć kogoś innego. Przenosi odpowiedzialność z losu na ludzi. Bo to od nas zależy, przynajmniej pośrednio, co będziemy czuli względem naszego partnera i jak on się będzie czuł pod wpływem naszych słów i działań.