Archiwa kategorii: Nauka

Dwie twarze rozwoju osobistego

rozwoj-osobisty_1438

Nie tak dawno do Internetu wyciekł film, na którym studenci w ramach ‘warsztatu z rozwoju osobistego’ uderzali się po twarzach na prośbę prowadzącego. Małe zamieszanie wywołał też artykuł ‘Coaching to ściema’. Na facebooku zaś możemy znaleźć fanpage „Zdelegalizować coaching i rozwój osobisty” mający prawie 30 tysięcy lajków. Czy zatem rozwój osobisty w Polsce zmierza w stronę zasłużonego końca? Przekonajmy się.

Dziękuję wydawnictwu MT Biznes za dostarczenie książki Rafała Żaka „Rozwój osobisty. Instrukcja obsługi” do recenzji.

Odloty, patologie, bezmyślność

Niewątpliwie w świecie rozwoju osobistego jest nad czym popracować. I nie mam tutaj na myśli żądnych wiedzy i umiejętności uczestników szkoleń, ale samozwańczych trenerów, coachów i innych cudotwórców. Aby mianować się lekarzem trzeba skończyć długie i trudne studia, odbyć praktykę w szpitalu, a potem często zrobić specjalizację lekarską. Zupełnie inaczej jest w przypadku trenerów i coachów. Każdy może się nim nazwać, postawić stronę z gotowego szablonu na WordPressie, kupić zdjęcia na istocku z uśmiechniętymi ludźmi, sfabrykować opinie od ‘zadowolonych klientów’ i zacząć prowadzić szkolenia czy sesje coachingowe. Pół biedy, jeśli uczestnicy takich zajęć widzą niekompetencje prowadzącego i o tym głośno mówią. Wtedy rynek weryfikuje taki najgorszy sort trenerów ; – )

Znacznie gorzej, jeśli taki nieopierzony trener mówi z pewnością i entuzjazmem, a jego słowa noszą znamiona mądrości. W takiej sytuacji może on znaleźć grono swoich wielbicieli i docierać do coraz większej ilości osób, które pragną coś zmienić w swoim życiu. Podczas szkolenia czują motywację i moc, dzięki charyzmie prowadzącego, jednak gdy wracają do domu, wszystko z nich ulatuje jak z przekłutego balonu. Jakie jest więc rozwiązanie? Pojechać na kolejne szkolenie do tego trenera, co jest taki fajny i świetnie gada!

Niestety większość osób w Polsce zainteresowanych rozwojem osobistym nie ma świadomości, że jeżdżenie do tego samego trenera, na to samo szkolenie więcej niż raz, świadczy o nieskuteczności zarówno szkoleniowca jak i prowadzonych przez niego zajęć. Gdyby szkolenie było naprawdę wartościowe, rozwiązałoby Twoje problemy już za pierwszym razem. A skoro nie pomogło, to naprawdę nie warto znowu się na nie pchać. Robienie częściej niewłaściwych rzeczy nie pomoże.

Inna patologia typowa w pracy z coachem czy psychologiem to przywiązanie klienta do siebie. Znam przypadki osób, które spotykają się z coachem od 1,5 roku i są bardzo z tej współpracy zadowolone. Od coacha dostają wsparcie, akceptację, wyrozumiałość dla swoich błędów. Nawet od czasu do czasu coś mądrego im podpowie albo sami wpadną na rozwiązanie, dzięki jego pytaniom. Co mi przeszkadza w tej sytuacji? Każda relacja rozwojowa lub terapeutyczna (mentora, coacha, psychoterapeuty) powinna być terminowa. Trwa przez jakiś czas, a potem się ją kończy. Dlaczego? Bo klient powinien być w stanie funkcjonować samodzielnie, bez ciągłego wsparcia coacha. Po to właśnie podczas coachingu zwiększa się samoświadomość klienta, pomaga mu uświadomić zasoby, którymi dysponuje, żeby w przyszłości sam potrafił o siebie zatroszczyć. Coach czy terapeuta, który nie potrafi o to zadbać i przeciąć „pępowiny” w odpowiednim momencie jest albo niekompetentny albo egoistyczny i chciwy. Tak czy inaczej warto się trzymać od niego z daleka.

Nie wylewajmy dziecka z kąpielą

Mimo iż przykładów nieskuteczności czy wręcz szkodliwości zajęć rozwojowych jest więcej niż bombek na wrocławskiej choince w rynku, nie znaczy to wcale, że powinniśmy w całości zdelegalizować rozwój osobisty. Na szczęście jest wielu trenerów i coachów, którzy w swojej pracy bazują na czymś więcej niż tylko na własnym doświadczeniu. Zadają sobie trud, by dotrzeć do badań naukowych oraz najlepszych praktykach biznesowych. Wymieniają się doświadczeniami z kolegami i koleżankami po fachu, przechodzą superwizję (czyli nadzór ze strony bardziej doświadczonego trenera / coacha) itd. To wszystko sprawia, że prowadzone przez nich zajęcia dają wymierne rezultaty. Szczególnie widoczne jest to w świecie biznesu, który często jest znacznie bardziej wybredny niż typowy fan rozwoju osobistego. Właściciele firm i menadżerowie przykładają większą wagę do wyboru trenera oraz rozliczają go z efektów. A to sprawia, że na tym rynku są w stanie przetrwać Ci, którzy faktycznie pomagają innym rozwijać ważne umiejętności.

Światełko w tunelu

Jeśli idziesz po ciemku i nie wiesz czy właśnie zmierzasz w stronę rozwojowego szamba czy też świątyni mądrości – jest dla Ciebie nadzieja. Tym światełkiem w tunelu jest książka „Rozwój osobisty. Instrukcja obsługi” napisana przez Rafała Żaka. Rafał jest jednym z tych trenerów, którzy nie poprzestają na powtarzaniu obiegowych mądrości, ale docierają do źródeł – badań naukowych, analiz, twardych danych pokazujących co jest skuteczne, a co tylko sprawia takie pozory.

W swojej książce Rafał często w humorystyczny i ironiczny sposób prezentuje czym jest rozwój i jak najlepiej z niego skorzystać. Świetnie definiuje kluczowe pojęcia, takie jak kompetencje czy style uczenia się. Pokazuje różne możliwości, jakie dostarcza nam świat rozwoju, a wśród nich: szkolenia, trening w miejscu pracy, coaching i mentoring. Doradza też, które z nich warto wybrać w zależności od potrzeb i sytuacji. Rafał nie koloryzuje polskiej rzeczywistości rozwojowej. Niczym Mariusz Max Kolonko mówi jak jest, bezlitośnie pastwiąc się nad głupotami i oszustwami obecnymi na rynku.

Książka „Rozwój osobisty. Instrukcja obsługi” jest przemyślana, logicznie uporządkowana i kompletna. Jest w niej wszystko to, o czym młody adept samorozwoju powinien wiedzieć. Autor prowadzi nas za rękę od ogólnych pojęć i terminów, do szczegółowych rozwiązań, pokazując ich skuteczne i mniej udane wersje. A to zdecydowanie pomoże czytelnikowi w przyszłości podjąć racjonalne decyzję o tym, gdzie i jak się rozwijać. Dodatkowo, żeby nie przytłoczyć czytelników miejscami cięższą tematyką, Rafał przygotował ciekawostki rozwojowe w dwóch cyklach „Okiem szydercy” oraz „Ścinki, skrawki i smaczki”. Mimo iż nie są one najczęściej nośnikami ważnych treści, dodają książce lekkości i pikanterii.

Czy coś bym w tej książce zmienił? Cóż, fragmenty zatytułowane „Teraz Ty” miały pełnić funkcję ćwiczeń. W książce nie ma jednak przewidzianego miejsca na to, by cokolwiek w niej zapisać. Zamiast tego czytamy polecenie „Weź kartkę i ołówek”. Większość czytelników tego typu „poradnikowych” książek ma tendencję do tego, by ominąć ćwiczenia i przejść dalej. Autor nieszczególnie postarał się, aby temu zapobiec. Każde utrudnienie w postaci potrzeby znalezienia czystej kartki dodatkowo zmniejsza prawdopodobieństwo wykonania ćwiczenia przez czytelnika. Nie widziałem też wielu powiązań pomiędzy poszczególnymi ćwiczeniami, tak aby zrobienie ich wszystkich składało się na jakąś większą całość, jak numerki w krzyżówkowych hasłach.

Mimo tego zastrzeżenia gorąco polecam wszystkim zainteresowanym rozwojem osobistym przeczytanie książki Rafała Żaka. Dostarczy Wam odpowiedzi na wiele pytań i pozwoli uniknąć przynajmniej części błędów i pułapek.

Jak lepiej zrozumieć świat i podejmować lepsze decyzje?

Blind

Wiedzę o świecie czerpiemy z rozmaitych źródeł: z własnego doświadczenia, z tego, co powiedzą nam inni ludzie lub czego uczy nas religia. Jednak zdecydowanie najpewniejszym źródłem są badania i potwierdzone teorie naukowe. Gdy nauczymy się odróżniać kilka kluczowych pojęć, będziemy w stanie dokonywać znacznie lepszych wyborów w życiu prywatnym i zawodowym.

Związek przyczynowo-skutkowym a korelacja

Kiedy jedno zjawisko wystąpi po drugim, często sądzimy, że pierwsze było przyczyną, a drugie skutkiem. W wielu przypadkach faktycznie tak jest, np. gdy wciśniemy przycisk i zaraz zapali się światło lub gdy powiemy komplement bliskiej osobie, a ona się uśmiechnie.

Związki przyczynowo-skutkowe mogą być jednostronne lub dwustronne.

Gdy za oknem jest piękna pogoda – świeci słońce, wieje lekki wiaterek i jest ok. 25 stopni – od razu czuję się lepiej. Piękna pogoda jest więc przyczyną, a moje lepsze samopoczucie skutkiem. Niestety ta zależność działa tylko w jedną stronę i gdy ja poczuję się lepiej, to słońce nie wychodzi nagle zza chmur ani temperatura się automatycznie nie podwyższa.

Przykładem dwustronnego związku przyczynowo-skutkowego prawdopodobnie jest bycie szczęśliwym i posiadanie bliskich relacji. W toku licznych badań naukowych zostało udowodnione, że jednym z najistotniejszych czynników decydujących o ludzkim szczęściu jest posiadanie bliskich relacji. Gdy mamy ludzi, którzy nas kochają lub się z nami przyjaźnią dużo łatwiej jest przeżyć każde nieprzyjemne wydarzenie. Jednak coraz więcej naukowców (np. prof. Barry Schwartz) zaczyna przypuszczać, że zależność ta działa także w drugą stronę. Przez to że ludzie są szczęśliwi, a przez to weseli i pozytywnie nastawieni, łatwiej jest im nawiązać znajomości, które później przerodzą się w przyjaźń czy miłość. Jeden z arabskich myślicieli setki lat temu powiedział że:

najłatwiej jest złowić miłość w sieci radości

I faktycznie, mało kto zdecyduje się na związek z ponurakiem czy marudą.

W wielu sytuacjach nie wiemy czy przyczynowość działa w jedną czy w dwie strony. Na niemal każdym kursie NLP i licznych warsztatach z komunikacji pojawia się temat budowania rapportu, dopasowania się do rozmówcy. Zaobserwowano bowiem, że osoby które dobrze się dogadują (PRZYCZYNA) przyjmują podobną postawę ciała (np. oboje zakładają nogę na nogę) i gestykulują w zbliżony sposób (SKUTEK). Szybko wyciągnięto z tego niekoniecznie prawdziwy wniosek, że w takim razie można odwrócić tę zależność i dzięki dopasowywaniu mowy ciała do rozmówcy, sprawiamy, że chętniej się z nami porozumie. Być może tak jest. Badania psychologiczne jasno pokazują, że bardziej lubimy ludzi podobnych do nas – pod względem ubioru, wspólnych zainteresowań, wieku czy miejsca urodzenia. Jednak uważam za co najmniej równie prawdopodobne, że sztuczne dopasowanie się do rozmówcy pod względem zajmowanej postawy nie zwiększa szans na porozumienie.

Rodzaje korelacji

Korelacja oznacza, że dwa zjawiska występują razem lub w jakiś sposób zależą od siebie.

Korelacja może być pozytywna. Oznacza to, że im silniej / częściej występuje jedno zjawisko, tym silniej / częściej możemy zauważyć drugie. Np. im częściej reklamowany jest dany produkt (o ile reklama jest dobrze zrobiona i oglądają ją ludzie należący do potencjalnych klientów), tym częściej ludzie go kupują.

Korelacja może też być negatywna. Wtedy im silniej / częściej występuje jedna tendencja, tym rzadsza / słabsza jest druga. Im niższa jest cena, np. paliwa, tym chętniej jest ono kupowane. Występuje więc negatywna korelacja pomiędzy ceną a sprzedażą, przynajmniej niektórych produktów.

Korelacja może być silna. Wtedy duży wzrost jednej wartości łączy się intensywnym zwiększeniem drugiej. Tak jest w przypadku poziomu zarobków i wydatków. Korelacja może też być słaba, gdy dużemu wzrostowi jednego parametru towarzyszy tylko niewielki przyrost drugiego. Taką zależność możemy zobaczyć pomiędzy wykształceniem (od licencjatu) a poziomem zarobków. Teoretycznie im wyższe wykształcenie, tym więcej ludzie zarabiają, ale nie ma dużych różnic pomiędzy średnimi zarobkami osób posiadających licencjat, magisterkę czy doktorat.

Nie każda korelacja to związek przyczynowo-skutkowy

Wiele z korelacji to de facto związki przyczynowo-skutkowe. Te zjawiska nie tylko występują razem, ale jedno jest przyczyną drugiego. Często jednak nie wiemy czy faktycznie jedno zależy od drugiego.

Mylenie związku przyczynowo-skutkowego z korelacją jest bardzo popularnym błędem, który może pociągać za sobą poważne niekorzystne konsekwencje. Jednym z takich przykładów jest ruch antyszczepieniowy. Niektórzy rodzice zauważyli, że w krótkim czasie po wzięciu szczepionki, rozwinął się u ich dzieci autyzm (lub inna choroba). Stwierdzili zatem, że szczepionka była przyczyną, a autyzm skutkiem. Tymczasem dużo bardziej prawdopodobne jest, że autyzm rozwinąłby się u tych dzieci, nawet jeśli nie dostałyby szczepionki, a wystąpienie tych dwóch zjawisk po sobie było kwestią przypadku. Poniżej zamieszczam zabawne silne korelacje pomiędzy dwoma zjawiskami, które z całą pewnością nie mają ze sobą wiele wspólnego:

śmieszna korelacja 1

Powyższy wykres pokazuje ścisłą zależność pomiędzy tym ile USA wydaje na naukę, podróże w kosmos i technologię a tym ile osób popełniło samobójstwo poprzez powieszenie się. Liczby te są zdumiewająco zbieżne, jednak nikt przy zdrowych zmysłach nie powie, że coraz więcej ludzi wiesza się z POWODU większych wydatków rządu amerykańskiego na naukę ani tym bardziej, że PRZYCZYNĄ zwiększonych wydatków na badania naukowe jest coraz większa liczba samobójstw przez powieszenie. Tak się przypadkowo złożyło, że akurat w tych latach te dwa zjawiska szły ze sobą w parze.

Drugi przykład jest równie ciekawy:

śmieszna korelacja 2

Liczba osób, które utonęła pływając w basenie mocno korelowała z tym, w ilu filmach w danym roku wystąpił Nicholas Cage. Znów, patrząc na same dane aż się prosi o stwierdzenie, że jedno musiało być przyczyną a drugie skutkiem. Jednak również tym razem ta zbieżność jest kwestią przypadku.

 Fałszowanie rzeczywistości

Większość przesądów, zabobonów i myślenia magicznego działa właśnie w ten sposób, że łączy ze sobą dwa zjawiska, które w rzeczywistości występują niezależnie od siebie, w związek przyczynowo-skutkowy. ‘Zaraz po tym jak drogę przebiegł mi czarny kot, od razu dostałem wiadomość, że jednak nie dostanę pracy, o którą się ubiegałem’. ‘Następnego dnia po tym, jak zbiłem lustro, akcje spółek, które kupiłem, mocno straciły na wartości’. ‘Po tym jak mocno wizualizowałem sobie wygraną w lotto-lotka udało mi się wygrać czwórkę’. Żadne z tych wydarzeń nie ma logicznego powiązania. To, że wystąpiły po sobie, było kwestią przypadku.

Jak zatem sprawdzić czy coś jest korelacją czy związkiem przyczynowo-skutkowym? Najlepiej jest poszukać wyjątków od tej ‘reguły’. Ile razy po tym, jak czarny kot przebiegł Ci drogę, nie wydarzyło się nic złego? Ile razy po tym, jak wizualizowałeś sobie wygraną na loterii, Twój los nie przyniósł Ci ani złotowki? Szybko może się okazać, że dużo częściej te zjawiska nie idą ze sobą w parze niż występują po sobie.

Pomocne pytania

Gdy zatem w przyszłości poczujesz pokusę, by szybko przesądzić, że jedno zjawisko jest przyczyną drugiego, zadaj sobie trzy pytania:

a) ile razy po wystąpieniu pierwszego zjawiska nie doszło do drugiego?

b) czy jest jakieś trzecie zjawisko, które dużo lepiej wytłumaczyłoby wystąpienie tego drugiego (niż pierwsze)?

c) jaka jest szansa, że drugie zjawisko i tak by się pojawiło, nawet gdyby pierwsze nie miało miejsca?

A dzięki temu dużo trafniej będziesz rozumiał jak działa świat i będziesz w stanie podejmować lepsze decyzje,

czego Ci serdecznie życzę
podpis popraw 2

Dlaczego to, co ma gwarantować dobrobyt, w rzeczywistości Cię unieszczęśliwia

Santas sledge and presents

Wszyscy żyjemy w kłamstwie. Współczesna ideologia Zachodu wmawia nam, że duża liczba dostępnych wyborów i możliwość samodzielnego decydowania o wszystkim zagwarantuje nam wolność i szczęście. Tymczasem jest dokładnie odwrotnie. Mnogość wyborów to niezastąpiona recepta na życie pełne żalu, poczucia winy i rozczarowania. Jak to możliwe?

„Każdy kolejny dzień jest początkiem nowego życia”, „Stwórz siebie”, „The sky is the limit”. Te i wiele innych hasełek motywacyjnych zachęca Cię do dokonywania zmian w swoim życiu. Codziennego decydowania o tym, kim chcesz się stać. Brzmi to całkiem przyjemnie, prawda? Łatwo można pomyśleć: „Nie jestem skazany, na obecne życie, które nie do końca mi odpowiada. Mogę wszystko!” Problem polega jednak na tym, że wcale nie możesz wszystkiego. Im prędzej to sobie uzmysłowisz, tym szybciej uda Ci się osiągnąć te rzeczy, które faktycznie są w Twoim zasięgu.

Zacznijmy jednak od kwestii podstawowych. Od dzieciństwa wszyscy nam sugerują, że duża liczba dostępnych opcji gwarantuje nam dokonanie dobrego wyboru i lepsze życie. Powinniśmy zatem robić wszystko, by zwiększyć możliwość wybierania. To przekonanie tak mocno tkwi w mentalności ludzi Zachodu, że prawie nikomu nie przyszło do głowy, by je zakwestionować. Na szczęście amerykański psycholog Barry Schwartz, podjął się tego wyzwania. Pokazuje on, w niezwykle przekonujący sposób, podpierając się badaniami naukowymi i historiami z własnego życia, że dodawanie sobie kolejnych możliwości, to najczęściej strzał w stopę. Bolesny i powodujący długotrwałe kalectwo emocjonalne.

Jeśli tak jak ja, kupowałeś niedawno telewizor, to wiesz, o czym piszę. Ilość dostępnych egzemplarzy jest wręcz zatrważająca. Możesz wybrać producenta, przekątną, częstotliwość odświeżania, ilość portów i złączy, rodzaj dekodera i dziesiątki innych parametrów. Czy te wszystkie możliwości były źródłem szczęścia dla mnie i Żony? Nie! Były przyczyną poważnego bólu głowy, odwleczenia decyzji o zakupie o trzy miesiące i straty kilku godzin życia na dokonywanie analiz porównawczych.

W naszym mieszkaniu znajduje się teraz najlepszy telewizor, jaki kiedykolwiek mieliśmy. Lecz w tyle głowy do tej pory kołaczą mi się myśli typu: „Może jednak należało wziąć ten model z 3D” albo „trzeba było dołożyć te trzy stówki do lepszej jakości obrazu”.

To są właśnie koszty alternatyw. Porównujemy swój wybór z atrakcyjnymi cechami opcji, z których zrezygnowaliśmy i mamy wątpliwości czy podjęliśmy dobrą decyzję. Gdy wracałem ze Stanów Zjednoczonych, postanowiłem w sklepie wolnocłowym kupić porządne perfumy. Po wstępnej selekcji wybrałem 3 zapachy, które bardzo mi się podobały. Zastanawiałem się nad tym, które wziąć tak długo, że prawie spóźniłem się na swój lot. A co robiłem, siedząc już w samolocie? Zadręczałem się myślami, że może jednak należało wybrać jeden z dwóch pozostałych flakonów. Przecież miały taki piękny zapach…

Im więcej mamy wyborów, tym z większej liczby atrakcyjnych możliwości rezygnujemy. Każda z nich złośliwie woła do nas: ”a mogłeś mieć mnie. Ale się sfrajerzyłeś”. Szybko przestajemy widzieć korzyści produktu, który wybraliśmy. Dostrzegamy tylko jego mankamenty i to, z jakich wspaniałości zrezygnowaliśmy.

Mnogość wyborów prowadzi do:

1. Paraliżu decyzyjnego

Przez pierwszy rok od założenia polisy inwestycyjnej w ogóle nie zmieniałem w niej funduszy. Bynajmniej nie dlatego, że było mi obojętne, co się dzieje z moimi pieniędzmi. Po prostu możliwości zakupu innych funduszy było tak wiele, że nie potrafiłem się na nic zdecydować. Z tego powodu zamiast sensownego zarobku, ponosiłem straty.

2. Przerostu oczekiwań

Gdy mając kilkanaście lat oglądałem „hit na sobotę”, nie miałem wobec filmu żadnych szczególnych oczekiwań. Cieszyłem się, że mogę cokolwiek obejrzeć. Teraz, gdy wybieram z dziesiątków tysięcy pozycji dostępnych w internecie, chcę znaleźć perfekcyjny film. I regularnie się rozczarowuję. Bo żaden z nich nie jest idealny, choć każdy o kilka klas wyprzedza „sobotni hit” z dzieciństwa. Przez moje niezwykle wygórowane oczekiwania nawet produkcje zdobywające kilkanaście oskarowych statuetek, mogą być co najwyżej tak dobre, jak sądziłem. Przyjemne zaskoczenie stało się niemal niemożliwe.

3. Obwiniania siebie

Gdy moi Rodzice kupowali mi ubrania w dzieciństwie, byli zadowoleni, że udało im się znaleźć w sklepie coś, co mniej więcej odpowiadało mojemu rozmiarowi. Choć ciuszki nie zawsze pasowały, dokonywali najlepszego możliwego wyboru i byli z niego zadowoleni. Gdy ja udaje się na zakupy po nową parę butów mogę przebierać w dziesiątkach modeli, jeśli nie setkach. Jeśli na koniec kupię niewygodne lub mało estetyczne buty, jest tylko jedna osoba, którą mogę za to winić. Jestem nią ja. Przy tak wielu możliwościach, to ja jestem odpowiedzialny za porażkę.

Dokładnie tak samo jest z rzeczami znacznie ważniejszymi niż robienie zakupów. Jeśli „mogę stworzyć siebie”, a jednak mi się to nie udaję i każdego dnia wychodzę z łóżka będąc sobą, a nie swoją lepszą wersją, to kto jest za to odpowiedzialny? Ja! Mnie się nie udało. Przypisujemy porażkę sobie, mimo że zewnętrzne czynniki mają na nią często znacznie większy wpływ. Przez przerost oczekiwań, mam nadzieję, że ta wielka transformacja dotycząca mojej wagi czy stanu mojego konta nastąpi już następnego dnia. A gdy tak się nie dzieję, oprócz poczucia winy, pojawia się też żal i rozczarowanie.

Wbrew sloganowymi jednego z bardziej popularnych trenerów/showmenów w Polsce, nie jesteśmy w stanie „stworzyć siebie”. Z dnia na dzień nie zmienimy tego, kim jesteśmy. Skuteczna zmiana zachowania, a w efekcie i naszego życia, nie jest wynikiem jednorazowych zrywów, nakręcenia motywacyjnego czy oceanu możliwości. Wręcz odwrotnie. Zmiana następuje wtedy, gdy świadomie zrezygnujemy z tych wszystkich opcji i skoncentrujemy się na konkretnych celach.

Pracując nad swoją samokontrolą, nawykami i wykonując każdego dnia drobną prace, znacznie szybciej i skuteczniej osiągniemy to, czego pragniemy. Nie dzięki niezliczonej liczbie wyborów. Dzięki konsekwentnemu ignorowaniu tych wyborów i trzymaniu się swoich zasad oraz wartości.

Czego Ci serdecznie życzę

podpis popraw 2

ps. Jeśli ten temat szczególnie Cię zainteresował, zachęcam Cię do przeczytania książki Barry’ego Schwartza Paradoks wyboru, która była inspiracją do powstania tego wpisu.

3 powody głupiego postępowania

rozpacz

Albert Einstein powiedział kiedyś: „Tyl­ko dwie rzeczy są nies­kończo­ne: wszechświat i ludzka głupo­ta. Choć tego pierwszego nie jes­tem pewien”. Skąd bierze się ten bezmiar głupoty w ludziach? Czy da się wyedukować ludzi z niemądrego postępowania?

Jeszcze kilka lat temu odpowiedziałbym na tytułowe pytanie tak: Ludzie postępują głupio … bo są głupi. Mają niskie IQ, nie potrafią kojarzyć faktów.  Nie ma dla nich nadziei i najlepiej takich osobników unikać.

1. brak wiedzy

Na szczęście w międzyczasie zdobyłem wiedzę, która wyleczyła mnie z tego niezdrowego przekonania. Teraz jestem skłonny twierdzić, że najczęściej ludzie podejmują najlepsze możliwe decyzje. Problem polega jednak na tym, że często nie wiedzą, że mogą wybrać coś innego, obiektywnie dla nich korzystniejszego. Nawet samobójcy decydują się na rozwiązanie, które w ich przekonaniu jest dla nich najlepsze. Po prostu nie widzą (w danym momencie) innego wyjścia lub żadna z pozostałych opcji nie wygląda dla nich na sensowniejszą.

Czemu ludzie nie odczuwają potrzeby zdobywania wiedzy? Doskonale wyjaśniają to prace Justina Kruggera i Davida Dunniga*, którzy za swoje odkrycia otrzymali nagrodę Ig Nobla w 2000 roku w dziedzinie psychologii.

Większość osób, która zdobyła podstawową wiedzę w danym temacie, jest przekonana, że wie już wszystko o tym zagadnieniu:

efekt Krugera-Dunninga

Wraz ze wzrostem wiedzy, dość szybka spada pewność siebie i sądów wygłaszanych w danym temacie. Dlaczego tak się dzieje? Bo gdy ludzie przestają się zadowalać kilkoma ogólnymi zasadami i dostrzegają całą złożoność dyscypliny wiedzy, dopiero wtedy, śladem Sokratesa, widzą, ile jeszcze nie wiedzą.

Oczywiście do pewnego momentu. Później, pod wpływem porównywania posiadanych informacji z innymi i dzięki szacunkowi środowiska, w którym dany człowiek się obraca, stopniowo zwiększa się pewność siebie. Jednak nawet światowy ekspert w danym temacie nie będzie w połowie tak przekonany o swojej nieomylności, jak osoba, które poczyniła pierwsze kroki w określonej dziedzinie.

Głupota może wynikać z braku wiedzy, ale jeszcze gorsza jest niechęć jej zdobycia. Wiedzy, nie głupoty ; – )

Ktoś np. może obejrzeć kilka filmów akcji i stwierdzić, że wie już wystarczająco dużo, by szybko ‚zarobić’ dużo pieniędzy.

Całkiem niedawno (marzec 2015) oglądałem w wiadomościach, sprawozdanie z akcji, w której były prokurator (sic!), próbował obrabować bank i udał się do oddziału … bezgotówkowego. Gdy panie w kasie powiedziały mu, że nie mają żadnych pieniędzy, z wrażenia wypadła mu z rąk broń i spadła na ziemię. Gdy klienci banku zobaczyli, jak plastikowa atrapa roztrzaskuje się na cztery kawałki, szybko obezwładnili delikwenta. Niekompetentnemu bandycie, nie udało się nawet wyjść z banku.

To jeszcze nic! W 1995 roku świat obiegła historia McArthura Wheelera, który obrabował dwa banki. Wcześniej przezornie skropił swoją twarz sokiem z cytryny. Był bowiem przekonany, że skoro sok z cytryny jest wykorzystywany do produkcji ‘niewidzialnego atramentu’, to z pewnością powstrzyma on też kamery przez zarejestrowaniem jego twarzy. Gdy godzinę później został schwytany przez policje, był całkowicie zaskoczony. Krzyczał: „Na pewno mnie nie widzieliście! Byłem przecież oblany sokiem z cytryny”. Wbrew pozorom, nie cierpiał on na żadną chorobę psychiczną. Po prostu przeczytał gdzieś o cudownych właściwościach soku z cytryny i bez dalszej analizy zaczął działać.

Właśnie to zdarzenie było powodem dla którego Justin Krugger i David Dunnig rozpoczęli swoje prace, których rezultatem było odkrycie efektu Kruggera-Dunniga:

osoby niewykwalifikowane w jakiejś dziedzinie życia mają tendencję do przeceniania swoich umiejętności w tej dziedzinie, podczas gdy osoby wysoko wykwalifikowane mają tendencję do zaniżania oceny swoich umiejętności.

Jeśli więc złapiesz się na myśli: „ja już wiem wystarczająco dużo”, „ja już przeszedłem tyle szkoleń i przeczytałem tyle książek, że więcej nie potrzebuję”, „ja mam ekspercką wiedzę w tym temacie” – przypomnij sobie powyższy wykres. Popatrz, jaką wiedzę mają osoby z najwyższą pewnością siebie. Być może zachęci Cię to do dalszego studiowania tematu.

2. brak weryfikowania informacji

Głupie zachowania mogą być wynikiem braku wiedzy i uzupełniania jej własnymi domysłami, ale równie często ich przyczyną jest posiadanie nieprawdziwych informacji. W Stanach Zjednoczonych istnieją ‘uniwersytety’ ufologii. Ludzie ‘studiują’ ślady obecności kosmitów na Ziemi. Skoro uczelnie mają swojego rektora, studenci zdają egzaminy, to łatwo dojść do wniosku, że ufologia jest poważną dyscypliną naukową, a słowom ‚profesora’ ufologii należy wierzyć. W rzeczywistości jednak wszystkie te instytucje nie mają nic wspólnego z prawdziwą empiryczną nauką. Mimo dobrze wyglądających pozorów, ufologia od psychologii różni się jak rum od rumaka. Pierwsze nas wprowadza w stan odurzenia i chwilowej euforii (odkrywamy przecież wiedzę tajemną, ukrywaną przez rząd), lecz później kończy się mocnym bólem głowy (kiedy okazuje się, że wszystko to jest warte tyle, co pusta butelka). Drugie może nas gdzieś faktycznie zaprowadzić czy wręcz dowieźć.

Zanim więc zaczniesz działać pod wpływem zdobytych informacji, zadaj sobie trud, by zweryfikować ich wiarygodność:

1. Sprawdź z jakiego źródła pochodzi informacja (kto głosi taki pogląd? Co czyni go ekspertem w tej dziedzinie? Jakie ma wykształcenie i doświadczenie zawodowe w danym temacie?)

2. Poszukaj badań naukowych, które je potwierdzają (konkretnych badań, z autorem, tytułem i datą – nie sformułowań typu „amerykańscy badacze dowiedli, że…”)

3. Zapytaj „internety” i znajomych, co o tym sądzą? (najczęściej ktoś już spotkał się wcześniej z tym zagadnieniem i może podzielić się swoimi doświadczeniami).

Przyszli piloci uczą się w symulatorach lotów. Dlaczego? Bo gdyby zdobywali umiejętności kierując od razu samolotami, niewielu z nich ukończyłoby naukę. Lub pozostało przy życiu. Zanim więc wypróbujesz nową cudowną technikę podrywu na dziewczynie, na której Ci zależy, zanim zainwestujesz pieniądze w rewelacyjnie wyglądającą okazję biznesową – posłuż się takim symulatorem. Pomyśl nie tylko o tym, co można zyskać, ale także, co można stracić. Jakie są zagrożenia i na ile są one prawdopodobne. A zaoszczędzisz sobie dużo nerwów, pieniędzy i upokorzeń.

3. brak samokontroli

Poza brakiem wiedzy lub posiadaniem nieprawdziwych informacji są też dwie inne, równie istotne przyczyny głupich zachowań: brak samokontroli i ’emocjonalne owładnięcie’.

Zapewne wszyscy wiemy, że zjedzenie warzyw czy owoców, będzie korzystniejsze dla naszego zdrowia niż pożeranie słodyczy czy tłustych, ciężkostrawnych potraw. Gdy jednak nasze zasoby silnej woli są już na wyczerpaniu, trudno jest się nam oprzeć pokusie**.

Żonaty mężczyzna, posiadający kilkoro dzieci, z pewnością wie, że wdanie się w romans nie jest najlepszym pomysłem. Gdy jest w ‘chłodnym stanie emocjonalnym’ z łatwością dostrzega, że jego rodzina jest dla niego znacznie ważniejsza niż chwilowa przyjemność. Gdy jednak spotka się z atrakcyjną, zmysłową kobietą, a w jego krwi zaczną pływać hormony odpowiadające za pożądanie, priorytety całkowicie się zmieniają. W mózgu przestawia się zwrotnica i umysł racjonalny oddaje kontrolę nad zachowaniem umysłowi emocjonalnemu. A tego interesuje wyłącznie to, co tu i teraz. Porównuje przyjemność seksualną, której przedsmak już czuję, z sytuacją, w której do zbliżenia nie dochodzi. Wybór jest więc prosty. Przyjemność jest lepsza niż brak przyjemności.

Tragedią w tych przykładach jest brak perspektywy. Gdy znajdujemy się w ‘gorącym stanie emocjonalnym’ nie widzimy konsekwencji naszych działań. W przykładzie romansu, nie wybieramy bowiem tylko pomiędzy seksualnym spełnieniem lub jego brakiem. Jest to transakcja powiązana z poczuciem winy, nieszczerością w związku, a najczęściej także jego rozpadem – w dłuższej perspektywie. Dla większości ludzi szczęście dzieci, udany związek małżeński, szacunek dla samego siebie będą znacznie bardziej wartościowe niż seks. Niestety tylko do momentu, gdy u sterów jest racjonalny umysł.

Głupotą w tego typu sytuacjach jest nie tyle samo oddawanie się pokusie, co świadome wystawianie się na nią. Jeśli ktoś wie, że istnieje ryzyko, że nie będzie się w stanie skontrolować, a mimo to inicjuje spotkanie. To jak przyjeżdżanie samochodem na nakrapianą imprezę, na której koledzy z pewnością powiedzą: „Co, z nami się nie napijesz?!” i nie odpuszczą. Z góry wiemy, że może skończyć się to źle, ale liczymy, że jakimś cudem uda nam się powstrzymać.

————

BADANIA:

* Kruger, Justin; Dunning, David (1999). „Unskilled and Unaware of It: How Difficulties in Recognizing One’s Own Incompetence Lead to Inflated Self-Assessments”. Journal of Personality and Social Psychology 77 (6): 1121–34

** R.F. Baumeister, E. Bratlavsky, M. Muraven i D.M. Tice, „Ego Depletion: is the active self a limited resource”. (2000). Journal of personality and social psychology 74 (5), 1252.

————

Jeśli chcesz podejmować lepsze decyzje lub pomóc innym to zrobić, przestrzegaj 3 prostych zasad:

1. Zdobywaj wiedzę. Ciągle. Nigdy nie przestawaj. Pamiętaj, że najbardziej pewne siebie osoby, to te, które wiedzą najmniej. Eksperci są bardziej powściągliwi w swoich opiniach.

2. Weryfikuj informacje. Sprawdzaj źródło, szukaj badań, pytaj znajomych i internet.

3. Znaj swoje ograniczenia. Nie wystawiaj się na ryzyko i pokusy, w których możesz stracić zdecydowanie więcej niż zyskać.

A Twoje wybory będą trafniejsze, a życie szczęśliwsze. Czego Ci serdecznie życzę.   

podpis popraw 2

Nie ma nic bardziej praktycznego niż dobra teoria

smartphone and stethoscope

Na okrągło słyszę, że „tylko praktyka jest coś warta”, „jeden gram praktyki jest lepszy niż tona teorii” i tym podobne określenia, które zniechęcają ludzi do studiowania odkryć nauki. Tymczasem dobra praktyka wynika właśnie ze stosowania sprawdzonych teorii naukowych. Powiem więcej. Nie jest możliwe długofalowe skuteczne działanie niezgodne z teoriami naukowymi. Podejrzewam, że całe nieporozumienie wynika z mylenia ze sobą dwóch pojęć: hipoteza i teoria. A jest pomiędzy nimi zasadnicza różnica.

Czasem trudno jest mi zrozumieć, dlaczego inteligentni ludzie, który są profesjonalistami w swoich dziedzinach i od wielu lat odnoszą w nich sukcesy nie są w stanie docenić roli teorii naukowych.

A czym się posługują praktycy? Np. inżynierowie budujący mosty i domy? Metodą prób i błędów? Dopiero po wieloletniej praktyce są uprawnieni do tworzenia projektów i budowania? Nie! Korzystają ze sprawdzonych teorii naukowych, praw fizyki i matematyki. Architekci korzystają dodatkowo z praw designu i użyteczności, aby zaprojektować domy i mieszkania, w których się będzie przyjemnie żyło.

A młodzi lekarze, na czym bazują? Wyłącznie na tym, co powiedzą im starsi koledzy? Nie! Na prawach i zależnościach odkrytych przez medycynę. W stawianiu diagnoz dużo większe znaczenie mają statystyczne zależności – ten symptom w 99% przypadków jest objawem choroby, a tamten wskazuje na chorobę tych w 5% przypadków. Gdyby słuchali tylko praktyków, którzy mają dużo mniejszą i niereprezentatywną próbę, to mogliby dojść do nieprawidłowych wniosków.

Dokładnie tak samo działają ludzie projektujący komputery, telefony i setki innych produktów.

Bazowanie na sprawdzonych teoriach naukowych ma też miejsce w społecznych kontekstach. Badania pokazały, że jest prosty sposób do przeciwdziałania zamieszkom w arabskich krajach. Wystarczy zakazać wnoszenia jedzenia na tego typu zgromadzenia i ludzie się rozchodzą, zamiast wszczynać burdy.

Najlepsi negocjatorzy, prowadząc rozmowy z klientami, kontrahentami czy terrorystami korzystają z osiągnięć psychologii i ekonomii behawioralnej.

Jaki jest sens przeciwstawiania teorii i praktyki, kiedy jedno z drugiego wynika?

Jestem przekonany, że większość osób nie krytykuje sprawdzonych teorii naukowych tylko hipotezy. W wielu książkach stawiane są bzdurne hipotezy, nie mające pokrycia w rzeczywistości. Podobne hipotezy są później prezentowane na szkoleniach i ludzie wychodzą z bezużyteczną albo i szkodliwą wiedzą. Przeciwko temu ja również protestuję. Ale jest kolosalna różnica pomiędzy kiepską, oderwaną od rzeczywistości hipotezą, a sprawdzoną licznymi i rzetelnymi badaniami teorią naukową, z której ochoczo korzystają kompetentni praktycy. Zadaniem nauki jest właśnie oddzielenie ziarna od plew.

Czym różni się podejście praktyczne od podejścia naukowego?

Praktyk najczęściej działa metodą prób i błędów. Coś mu nie wyjdzie – to więcej tak nie robi. Coś zda egzamin, to korzysta z tego rozwiązania. Na pierwszy rzut oka (lub ucha), brzmi to całkiem sensownie, prawda? Jednak takie postępowanie jest dalekie od optymalnego.

Wyobraź sobie, że jesteś handlowcem. Udało Ci się umówić 50 spotkań na żywo z potencjalnymi klientami. Rozmawialiście w Twoim biurze, w biurze klienta albo w kawiarni. Jednak żadne ze spotkań nie doprowadziło do sprzedaży.

Stwierdziłeś więc, że nie warto spotykać się z klientami twarzą w twarz, bo to nie działa. Zadzwoniłeś do 50 innych klientów. Po tych rozmowach telefonicznych doszło do 10 sprzedaży. Czyli miałeś skuteczność 20%. Całkiem nieźle! Zwłaszcza porównując ze spotkaniami na żywo, w których wyniosła ona 0%!

Łatwo więc wyciągasz wniosek, że rozmowy telefoniczne z klientem sprzedają dużo skuteczniej niż spotkania na żywo.

Jestem sobie w stanie wyobrazić, że są produkty lub rynki, w których powyższe zdanie będzie prawdziwe. Sprzedaż przez telefon będzie lepiej działała niż spotkanie.

Natomiast praktyka najlepszych handlowców i negocjatorów oraz odkrycia psychologii czy ekonomii behawioralnej pokażą, że w większości przypadków spotkania na żywo z klientem dadzą znacznie lepsze rezultaty niż rozmowy telefoniczne. Dlaczego? Bo w większym stopniu sprzyjają budowaniu relacji i zaufania pomiędzy handlowcem i klientem. Bo umożliwiają wykorzystanie mowy ciała, pomocy wizualnych, przetestowanie produktu, danie próbki produktu itd.

Zamiast więc bazować tylko na własnym doświadczeniu, lepiej jest najpierw lub równocześnie zapoznać się z odkryciami nauki w danym temacie. Ale także dobrymi praktykami osób, które dłużej się daną rzeczą zajmują.

Teza: ‘praktyka jest dobra, teoria jest zła’ jest z gruntu nieprawdziwa. Równie fałszywe jest jednak stwierdzenie ‘teoria jest dobra, a praktyka zła’.

Praktyka jest najlepszym źródłem inspiracji dla teorii. Naukowcy często wykorzystują do badań właśnie przykłady z życia, niepotwierdzone założenia i przeświadczenia, w których prawdziwość wierzą ludzie. Bo im wielokrotnie one pomogły. Następnie te twierdzenia zostają poddawane weryfikacji w drodze eksperymentów. Jeśli badanie przyniosło obiecujące wyniki, to się je powtarza (replikuje) – w różnych miejscach, kulturach itd., by sprawdzić czy dają podobne rezultaty. Jeśli tak, hipotezy badawcze prezentowane są w środowisku naukowym, które następnie próbuje je obalić. Dopiero, gdy nikt nie jest w stanie wykazać fałszywości hipotezy (nie umie jej sfalsyfikować), wtedy staje się ona ugruntowaną teorią naukową.

Można więc powiedzieć, że jednym z głównych zadań nauki jest odsianie złej, nieskutecznej praktyki, od tej która faktycznie działa. Bez praktyki nauka nie wiedziałaby, co badać.

Jednak bez teorii praktyka zamyka się w swoim świecie. Specjalista potrafi perfekcyjnie wykonać swoje zadania, ale nie wie jak to robi i nie potrafi nauczyć tego innych. Albo przedsiębiorca korzysta z rozwiązań, które świetnie się sprawdzały 5 lat temu, ale gdy zmienił się rynek, technologie i ludzie, zamiast trzymać się kurczowo starych schematów, warto byłoby znaleźć lepsze narzędzia.

Szkoda, że niektórzy praktycy odcinają się od teorii. W ten sposób zmniejszając swoją skuteczność i nie pomagają swoim klientom tak dobrze, jakby mogli.

Szkoda, że niektórzy naukowcy gardzą praktyką i twierdzą, że ‘jeśli coś nie zostało udowodnione naukowo, to jest bezwartościowe’.

Nauka i praktyka są naturalnymi sprzymierzeńcami, wzajemnie się uzupełniają, przynosząc sobie nawzajem korzyści. Nauka wynika z praktyki, a dobra praktyka z nauki.

Im szybciej przestaniemy przeciwstawiać praktykę teorii, tym lepiej. To tak, jakby zastanawiać się, kto w rodzinie jest ważniejszy – mama czy tata. Zamiast tego lepiej stwierdzić, że oboje są ważni. Najlepsi trenerzy, sprzedawcy, nauczyciele, menadżerowie czy przedsiębiorcy to ludzie, którzy łączą dobrą praktykę (swoją i bardziej doświadczonych osób) ze współczesną wiedzą naukową.

W pełni zgadzam się z Ludwigem Boltzmannem, austryjackim fizykiem, który powiedział: Nie ma nic bardziej praktycznego niż dobra teoria.

Dlatego gorąco apeluje do Ciebie, Czytelniku, byś razem ze mną popularyzował takie podejście do tematu. Praktyka i teoria są równie istotne. Korzystajmy z obu, zamiast spierać się, które z nich jest ważniejsze.

podpis popraw 2