A właśnie, że nie możesz wszystkiego!

adult-1260380_1280

„Jesteś kowalem swojego losu”, „the sky is the limit”, „możesz wszystko, jeśli tylko w to uwierzysz”. To przesłanie większości mów motywacyjnych i co najmniej połowy poradników z rozwoju osobistego. Hasła te brzmią wspaniale i wydają się optymistyczne, tymczasem dla większości ludzi częściej są źródłem nieszczęść niż wyzwolenia. Jak to możliwe?

Fizyczne ograniczenia

Wbrew temu, co mówi wielu guru motywacyjnych, wcale nie jest tak, że „jedyne ograniczenia to te, które sam sobie narzucasz”. Boleśnie przekonało się o tym niejedno dziecko, robiąc pelerynę supermena z pościeli i wyskakując z okna z pierwszego piętra. Ograniczenia istnieją i nie ważne jak silnie w coś wierzysz – grawitacji nie oszukasz.

Granice tego, co możesz osiągnąć, bynajmniej nie kończą się na umiejętnościach superbohaterów. Choćbym pragnął tego jak gimnazjalistka Justina Biebera i pracował wytrwalej niż największy „tyracz w korpo”, to mając 30-tkę na karku i bardzo przeciętne umiejętności sportowe, nigdy nie będę grał w piłkę nożną tak dobrze jak Robert Lewandowski ani w tenisa jak Jerzy Janowicz. Choćbym zjadł i tysiąc ‘stejków’ i wypił beczkę shake’ów proteinowych nie będę wyglądał jak Hardkorowy Koksu. Nie tylko teraz, za miesiąc czy za rok. Nigdy w życiu mi się to nie uda.

Intelektualne ograniczenia

Nasze ograniczenia nie są związane tylko z ciałem. Nigdy nie staniemy się kolejnym Albertem Einsteinem, choćbyśmy rozwiązali wszystkie krzyżówki panoramiczne i to bez ‘ścieśniania’. Inteligencji poznawczej nie da się po prostu wytrenować.

Biznesowe ograniczenia

Być może słyszałeś kiedyś, że od bycia milionerem dzieli Cię tylko jeden dobry pomysł. Wystarczy, że na niego wpadniesz, a zarobisz miliardy. Smutna rzeczywistość jest jednak zupełnie inna. Sam pomysł nie pozwoli Ci zostać nowym Billem Gatesem czy Stevem Jobsem, nawet jeśli dodatkowo jesteś posiadaczem garażu. To w końcu najlepsze miejsce do rozkręcania nowych biznesów ; – ). Sam pomysł często nie jest wiele warty, jeśli nie masz odpowiednich zasobów, by stworzyć produkt, poinformować ludzi o jego istnieniu i skutecznie zachęcić ich do kupna. Badanie przeprowadzone w 2015 roku przez Banfi Group pokazało, że tylko 6 procent polskich firm, założonych w ciągu ostatnich 10 lat przetrwało do dziś. A ile z nich uczyniło ich właścicieli miliarderami, jak twórców Microsoft czy Apple? Według mojej wiedzy – żadna. Szansa na to, byś stał się miliarderem istnieje, podobnie jak masz szansę na wygraną w lotto. Jedną na 14 milionów. Co prawda masz 20-krotnie większą szansę (1 / 775 000) na to, że trafi Cię piorun, ale kto by się tym przejmował? Przecież te złe rzeczy mogą się przydarzyć tylko innym, ale wygrana w loterii na pewno jest w Twoimzasięgu. To że istnieje na coś szansa, nie jest jeszcze wystarczającym argumentem za tym, by to zrobić. Mam ‘szansę’ żeby zostać Miss Polski – jeśli zmienię płeć, zrobię 50 operacji plastycznych, nauczę się chodzić na szpilkach i przekupię sędziów. Jednak nie jest to najlepszy sposób na wykorzystanie moich talentów i zasobów.

„Możesz wszystko” = kupisz więcej

Niestety, naiwne myślenie unieszczęśliwia wielu ludzi. Zamiast wyznaczyć cel na miarę swoich aktualnych możliwości i podnosić poprzeczkę wraz z kolejnymi sukcesami, chcemy za dużo i za szybko. Jak myślisz, czemu tyle osób dookoła przekonuje Cię, że „możesz wszystko”? Bo mają dobre serca i w Ciebie wierzą (mimo, że nawet nie wiedzą o Twoim istnieniu? Czy może dlatego, że chcą na Tobie zarobić?

Firmy wmawiają nam, że możemy (czy wręcz musimy) być doskonali, tylko po to, by wyciągnąć od nas jak najwięcej pieniędzy. „Bez dwumetrowego penisa, którym można wyważać bramy zamku, nigdy nie będziesz świetnym kochankiem. Kup więc nasz zestaw do rozciągania”. „Bez powtarzania tego zestawu afirmacji zawsze będziesz myślał ‘jak biedny człowiek’. Kup afirmację w wersji audio”. Ok. Może moje przykłady były trochę przesadzone. Ale miejmy świadomość, że wszystkie te zalecenia guru nie służą pomnażaniu naszego dobrobytu tylko ICH majątku. Nam szkodzą. I to nie tylko dlatego, że marnujemy cenne zasoby finansowe i jeszcze bardziej wartościowe godziny naszego życia. Gdy mimo stosowania się do tych złotych rad nie udaje nam się osiągnąć tego, co nam obiecano, kogo obwiniamy? Siebie. „Nie starałem się wystarczająco mocno”. Albo „jestem za głupi, za brzydka, za mało wierzę. Ale pójdę jeszcze na kolejne, droższe szkolenie i wszystko się zmieni”.

To wyjątkowo perfidny trick – wiele obiecywać, a gdy ludzie nie mają rezultatów, na które liczyli, wmówić im, że to ich wina.

Znajomość ograniczeń pomaga

Sam jestem niepoprawnym optymistą. Wydaje mi się, że wszystko się uda. Nawet gdy pracuję jednocześnie nad 5 projektami i już brakuje mi na nie zasobów, to jak na horyzoncie pojawi się szósty obiecujący pomysł, moja instynktowna reakcja to: „Zróbmy to! Już teraz! Jakoś damy radę”. Wiedząc o tej tendencji, udało mi się znaleźć Żonę : – ) mentorów i partnerów biznesowych, którzy mają nieco bardziej rozsądne podejście. Powstrzymują mnie przed angażowaniem się w kolejny projekt, gdy poprzednie nie są ukończone.

Wyobraź sobie, że wykonujesz trening siłowy sam w domu. Konkretnie leżysz na ławeczce i wyciskasz sztangę. Jeśli nie znasz swoich ograniczeń, trening najprawdopodobniej będzie albo bezwartościowy albo skończy się tragicznie. Jeśli dasz na sztangę zbyt mały ciężar – podniesiesz ją bez wysiłku i w efekcie Twoje mięśnie się nie wzmocnią. Jeśli jednak nałożysz za dużo kilogramów, to np. podczas końcówki drugiej serii możesz nie dać rady podnieść sztangi – nie tylko nad głowę. Ale nawet tak, żeby ją odłożyć. Sztanga z każdą chwilą zacznie Cię mocniej przygniatać. Wtedy wystarczająco boleśnie przekonasz się, że jednak nie możesz wszystkiego. I nawet wysłuchanie wszystkich audiobooków Tony’ego Robbinsa Ci w tym nie pomoże.

sztanga

Złoty środek

Nie, nie możemy wszystkiego. Wielu rzeczy nie możemy teraz, a duża część z nich będzie poza naszym zasięgiem do końca naszego życia. O sukcesie często decyduje los, przypadek, szczęście. Wiele z naszych zwycięstw nie jest (do końca) naszą zasługą i wiele naszych porażek nie jest naszą winą. Nie znaczy to jednak, że powinniśmy rozłożyć ręce i bezczynnie czekać na zasiłek z MOPSu. Nadal dużo pozostaje w naszej mocy. Warto nie poprzestawać na przeciętności. Dążyć do bycia lepszym człowiekiem, każdego dnia. Jednocześnie stawiając sobie ambitne, ale realne cele. Bo tylko takie w dłuższej perspektywie będą dla nas motywujące. Zbyt ambitne cele rozczarowują i zniechęcają do działania. Za mało ambitne cele sprawiają, że w ogóle nie startujemy. Tak jak w przykładzie ze sztangą, warto znać swoje ograniczenia. A jeśli jeszcze ich nie poznałeś / łaś, dokładaj stopniowo kolejne ciężarki. Małymi partiami. Aż dojdziesz do swojego aktualnego progu wydolności.

Przesłanie

Nasze życie faktycznie może być lepsze. Jednak nie dzięki cudownym wynalazkom, sekretnym zaklęciom czy spotkaniom z guru – lecz dzięki temu, że znasz swoje ograniczenia i każdego dnia wykonujesz realną pracę, by stać się lepszym człowiekiem.

Jim Rohn powiedział: „Zazwyczaj przeceniamy to, co możemy zrobić w ciągu roku, a nie doceniamy tego, co możemy osiągnąć w ciągu 10 lat”. Daj sobie czas. Nie musisz w ciągu 12 najbliższych miesięcy znaleźć żony / męża, począć dziecka, schudnąć 10 kg i awansować w pracy. Masz na to znacznie więcej czasu. Lecz żeby to się realnie wydarzyło – zacznij już dzisiaj. Gdy skończysz czytać ten artykuł, zrób jedną dobrą rzecz. Wyślij bliskiej osobie miłego smsa. Zjedz jabłko. Wyjdź na spacer. Obejrzyj wartościowe video. Działaj. Małymi krokami możesz wdrapać się na niejeden szczyt.

Czego Ci serdecznie życzę

podpis popraw 2